Dwie zawodniczki z drużyny znalazły uznanie u selekcjonera reprezentacji Polski na rozgrywki Euro Cup. Jak Pan odebrał te powołania? Zasłużyły dziewczyny?
-Posiadanie reprezentantek w drużynie to bez wątpienia zaszczyt i radość. Cóż może być większego, niż gra w barwach narodowych i noszenie reprezentacyjnej koszulki? Oczywiście zawsze modlę się o to, aby dziewczyny wracały zdrowe i pełne nowej motywacji, która zrekompensuje zmęczenie. Cygan od dłuższego czasu jest naszą liderką. Na początku sezonu jeszcze szukała swojej formy, zdarzyło się kilka słabszych meczów, ale w roku kalendarzowym 2026 prezentuje się znakomicie – zarówno w obronie, jak i w ataku. Kuriata to defensywny pitbull. Każdy trener potrzebuje w zespole takiej zawodniczki. Do tego jest bardzo inteligentna i pracowita. Nikola Głębocka jest stałym członkiem reprezentacji – fakt, że obecnie nie znalazła się w powołaniu nie ma związku z jej formą sportową, lecz z chęcią trenera Senstada sprawdzenia większej liczby nowych zawodniczek na wypadek ewentualnych kontuzji. Oprócz polskich zawodniczek powołanie do reprezentacji otrzymała również Nuša Fegić.
Piłkarki ręczne Enea MKS Gniezno zajęły szóste miejsce po sezonie zasadniczym jednak w ostatnich meczach drużyna przechodzi lekki kryzys. Gdzie widzi Pan przyczynę słabszej formy i czy według Pana teraz może być tylko lepiej i zespół powalczy o lepszą pozycję na koniec sezonu?
-Zdecydowanie nie używałbym słowa „kryzys”. Każdy, kto widział nasze mecze i choć trochę rozumie piłkę ręczną musiał zauważyć, że naszym problemem nie była słaba gra lecz skuteczność w wykorzystywaniu stuprocentowych sytuacji bramkowych. Nie znoszę alibi, ani unikania odpowiedzialności. Jednocześnie jednak mecze w Lubinie oraz domowe spotkanie z Lublinem były świetną reklamą piłki ręcznej. Tak, w obu przypadkach byliśmy w stanie dotrzymać kroku przez 45 minut, a potem opadliśmy z sił. Taka jest niestety rzeczywistość – na ten moment nie dysponujemy jeszcze taką indywidualną jakością, doświadczeniem ani szerokością składu, aby rywalizować przez cały mecz z dwoma najlepszymi zespołami w Polsce. Z Elblągiem i Kaliszem poradziliśmy sobie relatywnie bez większych problemów. To jednak, co niezwykle mnie denerwuje to dwa spotkania, które powinniśmy byli wygrać. W Kobierzycach prowadziliśmy na pięć minut przed końcem dwoma bramkami, a mimo to przegraliśmy ten mecz. To nie może się nam zdarzać, tym bardziej na terenie największego rywala. Domowy mecz z Koszalinem nie daje mi spokoju do dziś! Zmarnować 16 stuprocentowych sytuacji, w tym 6 sam na sam z bramkarką – to rzadkość, którą w profesjonalnej piłce ręcznej widuje się może raz na pięć lat. Tak, przespaliśmy początek spotkania, ale w wielu fragmentach nasza gra była bardzo dobra, czego dowodem było stworzenie wielu znakomitych okazji do zdobycia bramek. Niestety, wspomniana skuteczność pozbawiła nas ważnych punktów.
Czy przed rundą mistrzowską zespół planuje się wzmocnić i nad czym będziecie pracować na treningach przed najbliższym meczem z Zagłębiem Lubin?
-W tej fazie sezonu trudno znaleźć kogoś, kto byłby dostępny, a jednocześnie prezentował taką jakość, by realnie nam pomóc. Wierzymy naszym zawodniczkom. Trenujemy ciężko i rzetelnie. To nie jest kwestia „czy”, ale „kiedy” nasza praca przełoży się na boisko – nie tylko w postaci dobrych fragmentów w trudnych meczach lecz także w końcowym wyniku. Przegraliśmy wiele wyrównany ch spotkań, które mogliśmy i powinniśmy byli wygrać. Naturalnie wpłynęło to na spadek pewności siebie. Potrzebujemy zwycięstwa w trudnym, wyrównanym pojedynku. I odrobiny tego przysłowiowego szczęścia. Zagłębie Lubin jest wyraźnym faworytem. Nie ciąży na nas żadna presja wynikowa. Jest jednak coś, czego zdecydowanie będę oczekiwał i w czym presję na zespół na pewno wywrę – musimy pokazać na boisku własny „charakter”. Nie potrzebujemy nadmiernej taktyki ani szczegółowej analizy rywala. Gramy razem trzeci mecz, doskonale się znamy. To, czego nam brakuje, to większa powtarzalność i stabilność w naszym systemie gry, niezależnie od klasy przeciwnika. A przede wszystkim – i w końcu – chłodnej głowy w stuprocentowych sytuacjach rzutowych.
Drużyna z Lubina w tym roku już przegrała z MKS-em Lublin, a więc jest jednak do pokonania. Czy sądzi Pan, że w obecnym składzie i dyspozycji jesteście w stanie chociaż powalczyć z Mistrzem Polski?
-Każdy zespół jest do pokonania. Nie każdy jednak, przy identycznym prawdopodobieństwie procentowym. W obecnym sezonie nasze prawdziwe wyzwania to rywale o innych nazwach niż Zagłębie Lubin – i w tych meczach presja będzie spoczywać na nas. Z mistrzem możemy jedynie sprawić niespodziankę. Jednocześnie muszę jednak powiedzieć jedno: przyszedłem z klubu, w którym zwycięstwo było obowiązkiem – bez względu na nazwę i jakość rywala. Nie znoszę mowy o porażce jeszcze przed meczem. Słowaccy hokeiści pokonali na tegorocznych igrzyskach olimpijskich Finów, choć byli outsiderami i nikt się tego nie spodziewał. Nie trenujemy ciężko i dużo po to, by wychodzić na mecz z opuszczonymi głowami.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.
Liczba komentarzy : 0