Tymczasem początek spotkania był po prostu nudny jak flaki z olejem! Już po niespełna minucie sędzia Szymon Marciniak był zmuszony przerwać grę ze względu na silne zadymienie spowodowane odpaleniem pirotechniki w Kotle. Po siedmiu minutach piłkarze wrócili do rywalizacji, ale grali niemrawo, dostrajając się chyba do leniwie unoszących się ponad dach stadionu kłębów dymu. Trener Adrian Siemieniec zarządził najwyraźniej rozgrywanie akcji pozycyjnych od własnej strefy obronnej, bo Sławomir Abramowicz konsekwentnie czekał z piłką na rywali w polu karnym, a że ci nie kwapili się do ataku, to następowały nawet kilkunastosekundowe przerwy w grze, co sukcesywnie spotykało się z porcjami gwizdów kibiców. Inna rzecz, że wyprowadzanie akcji z własnego pola karnego przez gości kończyło się zazwyczaj w okolicach linii środkowej boiska, ale gospodarzom trudno było przedrzeć się przez szczelną defensywę Białostocczan. Po półgodzinie „usypiania” lechitów Jagiellonia ruszyła zdecydowanie do ataku. W 34. minucie z piętnastego metra uderzył Ousmane Sow, ale Mateusz Lis był na posterunku. W odpowiedzi sprzed pola karnego strzelił płasko Allahyar Sayyadamanesh, jednak piłka minimalnie minęła prawy słupek. Odkrycie się zespołu z Białegostoku wykorzystali gospodarze obejmując prowadzenie w 43. minucie. Zagrana z prawej strony boiska przez Joela Pereirę piłka trafiła na głowę Pablo Rodrigueza, który wyskakując na szóstym metrze skierował ją w stronę prawego słupka nie dając szans na obronę Sławomirowi Abramowiczowi. Goście wyrównali jeszcze przed przerwą, w 5. minucie doliczonego czasu, po przepięknym strzale Yuki Kobayashiego z około dwudziestu metrów w prawe okienko bramki Lecha. Do przerwy był remis 1:1. Po zmianie stron Lech ruszył zdecydowanie do ataku. W 49. minucie z półobrotu w polu karnym uderzył Allahyar Sayyadamanesh, ale Sławomir Abramowicz nie miał większych problemów z obroną. Dwie minuty później, sprzed narożnika pola karnego na lewej stronie przymierzył Luis Palma, ale bramkarz gości również nie dał się zaskoczyć. W 75. minucie w sytuacji sam na sam ze Sławomirem Abramowiczem znalazł się Patrik Walemark. Wybierający daleko na przedpole bramkarz Jagi zablokował jego strzał, ale wydaje się, że ewentualny gol i tak nie zostałby uznany, albowiem pomocnik Lecha w momencie otrzymania podania był na spalonym. Dziesięć minut później z około dwudziestu metrów przymierzył Yannick Agnero, ale pilka o centymetry minęła prawy słupek. O ile Początek spotkania był nudny, to końcówka niesamowicie emocjonująca! W 87. minucie gospodarze egzekwowali rzut rożny z prawej strony. W sporym zamieszaniu w polu bramkowym gości piłkę skierował do bramki głową Robert Gumny. Sędzia początkowo ni uznał gola. Wydawało się, że ma wątpliwości czy futbolówka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Później okazało się, że było przypuszczenie faulu na bramkarzu. Po analizie VAR arbiter uznał jednak gola. Lech pokonał Jagiellonię 2:1 i wyprzedził Legię Warszawa awansując na pozycję lidera.
Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 2:1 (1:1)
Bramki:
Lech – Pablo Rodriguez – 1 (43’), Robert Gumny – (87’)
Jagiellonia – Yuki Kobayashi – 1 (45+5’)
Sędziował Szymon Marciniak z Płocka
Widzów – 24 201
Radosław Kossakowski / foto Przemysław Szyszka

|
|
|
|
Liczba komentarzy : 0