Z gnieźnieńskim strzelcem i zawodnikiem Grunwaldu Poznań, Romanem Czarniakiem m.in. na temat najbliższych startów, tegorocznych osiągnięć oraz warunków do trenowania w Gnieźnie rozmawia Łukasz Gądek.
W ostatnim czasie nie zdarzyło się, żeby wrócił Pan z jakichś zawodów, w których Pan startował bez medalu. Jak wyglądają Pana jesienne plany na strzelnicy?
-W głównej mierze to treningi, przeważnie w swoim macierzystym klubie i na strzelnicy LOK we Wrześni. Tam strzelam z pistoletu. Natomiast trening karabinowy realizuję w Godawach i Orchowie. W międzyczasie oczywiście udział w zawodach. Do połowy listopada będę aktywny zawodniczo. Obecnie przygotowuję się do zawodów, które odbędą się 5 września na strzelnicy Lizawka w Poznaniu. To jedne z największych zawodów w roku w których biorę udział. Startuje tam co roku około 200 zawodników i każdy z nich w kilku konkurencjach, co daje ponad 1000 osobo-startów. To istny festiwal strzelectwa skupiający naraz strzelców z Wielkopolski, gdzie można skonfrontować się z najlepszymi. A ja lubię takie wyzwania.
Który z tegorocznych medali był dla Pana najcenniejszy i który udało się najciężej wywalczyć?
-Z mojej perspektywy najciężej zdobyty medal to brązowy. Bo ci przede mną byli za dobrzy, a ci za mną są na podobnym poziomie i w każdej chwili można być poza podium. A tych brązowych w tym sezonie mam 12 z 33 ogólnie zdobytych. Natomiast najcenniejszym, a za razem najciężej wywalczonym medalem było złoto w karabinie na 100 metrów w Godawach. Najcenniejszy-bo tam zawodnicy reprezentują wysoki poziom. Najciężej zdobyty – bo strzelałem ze skrajnego stanowiska i tarcza była nierówno oświetlona. A ruch gałęzi powodował przesuwanie się światłocienia po tarczy.
Startuje Pan w barwach Grunwaldu Poznań. A jak wygląda sytuacja strzelców w Gnieźnie? Czy mają warunki do trenowania?
-Jak powszechnie wiadomo w Gnieźnie nie ma klubu strzeleckiego, ani strzelnicy. Ostatnio powstała prywatna strzelnica w Fałkowie, ale ona nie jest w stanie zaspokoić potrzeb strzelców. Przede wszystkim brak klubu strzeleckiego powoduje, że jest nas mniej, niż by mogło być. Gnieźnianin może uprawiać strzelectwo na dwa sposoby. Amatorsko – zapisując się do LOK-u lub do Bractwa Kurkowego np. we Wrześni. Broń i treningi w ograniczonym zakresie zapewniają te organizacje. I dla nich, a także dla osób nigdzie nie zrzeszonych, czyli przeciętnego Kowalskiego, który jest entuzjastą strzelectwa, organizuje się zawody. Drugim sposobem jest uprawianie tej dyscypliny na poziomie sportu kwalifikowanego, czyli przynależność do klubu strzeleckiego należącego do PZSS. Uzyskanie stosownych uprawnień takich, jak Patent strzelecki czy Licencja zawodnicza. Pozwala to na treningi z własną bronią, a także na możliwość współzawodnictwa sportowego z zawodnikami wyczynowymi. Ta grupa osób w nomenklaturze PZSS nazywa się OPEN do której osobiście należę.
Jak Pan podchodzi do poszczególnych zawodów i wyróżnień?
-Schemat działania jest w zasadzie podobny. Polega na wyszukiwaniu terminów zawodów na stronie Wielkopolskiego Związku Strzelectwa Sportowego. Często informacje pojawiają się na Facebook-u. Wystarczy obserwować strony klubów strzeleckich. Następna czynność to przeczytanie regulaminu rozgrywanych konkurencji. To wtedy zapada decyzja o udziale, bądź rezygnacji. Ostatnim etapem jest szykowanie sprzętu: statyw, luneta, okulary, amunicja, broń, ochronniki słuchu. Sprawdzenie prognozy pogody, wybór ubrania itp. A co tyczy wyróżnień-fajne uczucie, gdy się je otrzymuje. Tylko potem kłopot, co z tym zrobić. Przez prawie 30 lat uprawiania tego sportu uzbierało się tego trochę.
Czego można Panu życzyć na powakacyjne starty na strzelnicach?
-Przede wszystkim zdrowia i doskonałych warunków na strzelnicy.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.